Rozszerzanie diety maluszka – zdrowo i naturalnie

Jeśli Twoja pociecha zbliża się do ukończenia pierwszego „półroczku” oznacza to, że niedługo rozpoczniesz powolny i niezwykle istotny w rozwoju dziecka proces zapoznawania go z różnorodnymi smakami, jakie niesie nam w darze matka natura. Celowo podkreślam „naturalny” aspekt rozszerzania diety, gdyż podpisuję się obiema rękami pod sposobem żywienia niemowląt opartym na naturalnym, możliwie najmniej przetworzonym pożywieniu. Powstrzymam się więc od opisywania ogólnie dostępnych schematów rozszerzania diety niemowląt na rzecz wytycznych, opartych na zasadach zdrowego żywienia.

Rodzaj pierwszego pokarmu stałego zależy w dużej mierze od aktualnej pory roku. W porze ciepłej przygodę z jedzeniem inicjują warzywa, podczas gdy w porze chłodnej, gdy deficyt świeżych warzyw jest wszechobecny, główną rolę grają zboża. W porze gorącej zaczynamy więc od podania wywaru z jarzyn, które następnie przecieramy i podajemy w postaci rzadkiej zupy. Z czasem zwiększamy gęstość zupki zmniejszając ilość wody i dodajemy zmielone nasiona roślin oleistych lub kilka kropel oleju tłoczonego na zimno, np. lnianego czy rzepakowego. Warzywa do przygotowania wywaru możesz wprowadzać w dowolnej kolejności, spośród np.: dynia, ziemniaczek, marchew, słodka kapusta biała, brukiew, jarmuż, brokuły, kalafior, cukinia, pietruszka, żółta rzepa, pasternak, por, biała rzepa, rzodkiewka, cebula.

Miesiące zimne z kolei to czas, kiedy w rozszerzaniu diety główną rolę grają zboża. Zaczynamy wówczas od mleka ze zbóż (np. kaszy kukurydzianej, orkiszu, kaszy jaglanej, pełnego ryżu, owsa, gryki). Po 2-3 tygodniach od wprowadzenia mleka wzbogacamy je poprzez dodanie odrobiny umytych, obranych i świeżo zmielonych migdałów, które dosypujemy tuż przed zdjęciem zbóż z ognia. Z czasem migdały zaczynamy wymieniać z podobnie przygotowanymi: sezamem, pestkami dyni, słonecznika czy lnu. Mleko możemy zagęszczać domowym kleikiem, a po około 2 miesiącach próbujemy podawać pełne, roztarte do postaci kremu ziarna. Kolejny krok to całe kasze.

Zasada 1: W lecie zaczynaj od warzyw, w zimie od zbóż.

Idealnym byłoby stopniowe dochodzenie do 5 posiłków dziennie, przykładowo: 2x mleko mamy (lub modyfikowane), 2x mleko zbożowe, 1x zupka z warzyw. Staramy się utrzymać tę liczbę posiłków, zmieniając oczywiście z czasem ich gęstość i skład.

Uwaga! Dajmy dziecku zgłodnieć między posiłkami! Nie uczmy go podjadania biszkopcików, paluszków, chrupek i innych produktów przeznaczonych rzekomo dla dzieci, które zapychają brzuszek maluszka nic nie wartą, a najczęściej wręcz szkodliwą papką, ograniczając jego chęć spożycia głównego posiłku, zwiększając za to skłonność do otyłości i innych chorób populacyjnych oraz kształtując niekorzystne nawyki żywieniowe. Jeśli maluch domaga się małego co nieco między posiłkami, podajmy mu warzywo lub owoc, skórkę od chlebka (jeśli pieczemy samodzielnie) lub suszone owoce, oczywiście niesiarkowane (suszone na słońcu).

Zasada 2: Starajmy się trzymać pięciu posiłków dziennie.

Bez niezdrowego podjadania.

Już w 7 miesiącu możemy zaciągać zupkę żółtkiem. Nigdy nie serwujmy żółtka w postaci surowej czy niedogotowanej, ze względu na zagrożenie zatrucia salmonellą.

Po skończeniu 8 miesiąca możemy zacząć eksperymentować ze niezwykle cennymi roślinami strączkowymi. Do posiłków dodajemy wcześniej namoczone, rozgotowane i przetarte fasolkę azuki lub soczewicę, zaczynając od bardzo niewielkiej ilości, do trzech razy w tygodniu (w te dni, kiedy nie podajemy żółtka).

Przyzwyczajanie malucha do większych kawałków zaczynamy od 9 miesiąca – zmiksowane papki zastępujemy zupkami z warzywami gniecionymi widelcem. Podajemy całe kasze, wprowadzamy makrony z pełnego przemiału, np. z duszonymi warzywami.

Po 10 miesiącu natomiast nadchodzi czas na nowy, wyrazisty smak kiszonek. Zupki wzbogacamy sokiem z kiszonej kapusty, ogórków, buraków, żurkiem naturalnym itp., zwłaszcza w zimie. Są one bowiem nieocenionym źródłem składników mineralnych, witamin z grupy B (stymulują wytwarzanie wit. B12!), wit. C i B-karotenu, działają jak naturalny probiotyk. Jest to też czas na wprowadzanie świeżej ryby – gotowanej lub duszonej. Stawiajmy na ryby tłuste ze względu na zawartość kwasów z rodziny omega-3, niezbędnych do rozwoju m.in. układu nerwowego dziecka.

W 11 miesiącu można pomalutku wprowadzić dobrze ugotowaną i przetartą fasolę białą (wcześniej namoczoną i trzy razy odlaną w trakcie gotowania).

Po 12 miesiącu maleństwo może spożywać praktycznie to wszystko, co je cała rodzina, jeśli odżywiacie się zdrowo (oczywiście z wyjątkiem soli i cukru!). Można wprowadzić kolejne produkty pochodzenia zwierzęcego (choć z mlekiem w czystej postaci powstrzymałabym się do drugiego roku życia lub całkiem z niego zrezygnowała), fermentowane napoje mleczne bez cukru czy chude mięso z naturalnego chowu. Produkty z mąki pszennej starajmy się stosować wymiennie z orkiszowymi, żytnimi, kukurydzianymi, owsianymi, amarantusowymi itp.

Zasada 3: Zapewniaj dziecku urozmaicone, zdrowe pożywienie
z warzyw, zbóż, roślin oleistych i strączkowych oraz ryb. Oczywiście wszystko w swoim czasie.

Jeśli mamy dostęp do naturalnie uprawianych owoców to można je podawać w drugim półroczu życia, ale zgodnie z porą roku: jabłka, maliny, jeżyny, jagody, czereśnie. Bardzo ostrożnie postępujmy z surowymi owocami – można zacząć od kilku kropel soku i obserwować reakcję. Ewentualnie polecam „podgotować” przez krótką chwilkę na parze. Jeśli nie mamy dostępu do naturalnie uprawianych owoców to poczekajmy z ich podaniem do ukończenia pierwszego roku.

Powstrzymajmy się od podawania soków, surowych warzyw czy owoców po karmieniu mlekiem oraz po posiłku gotowanym. Ulegną one bowiem fermentacji w żołądku powodując „brzuszkowe dolegliwości”. Podawajmy je zatem między posiłkami – ok. 30 minut przed lub 2 godziny po posiłku gotowanym/ karmieniu piersią. Wyjątek stanowią warzywa ostre w smaku jak np. rzepa oraz kiełki i zieleniny, które stymulują wydzielanie soków trawiennych oraz ewentualnie owoce, które nie ulegają fermentacji jak truskawki, jagody, porzeczki czy maliny.

Zasada 4: Nie podawaj surowych owoców, warzyw ani soków bezpośrednio przed lub po posiłku gotowanym/ karmieniu piersią.

Jeszcze jedna ważna kwestia dotycząca owoców… Chętnie zaczynamy rozszerzać dietę maluchów od gruszek Williamsa, banana, jabłuszka czy innego słodkiego owocu. Dziecko bowiem, mając wrodzoną skłonność do smaku słodkiego, stosunkowo szybko akceptuje nowy smak, ku uciesze mamy i taty. Niestety jest to dość ryzykowne działanie, ponieważ większość dzieci w takiej sytuacji będzie miała trudność z polubieniem warzyw, których smak jest zdecydowanie mniej wyrazisty, a już na pewno mniej słodki. Biorąc zatem pod uwagę, że warzywa w diecie dziecka grają o niebo ważniejszą rolę od owoców, sugeruję nie podejmować tego ryzyka i zrezygnować ze słodkich owoców aż do czasu pełnej akceptacji posiłków warzywnych.

Zasada 5: Nie serwuj dziecku słodkich owoców jako pierwszego nowego smaku.

W miarę możliwości starajmy się jeść o stałych porach dnia, nie oglądając przy tym telewizji, bajek czy innych „rozpraszaczy”. Maluch powinien jeść świadomie! On doskonale wie ile może zjeść i jeśli nie zakłócisz jego naturalnego poczucia sytości, będzie to procentować przez całe jego życie! Pamiętaj zatem o złotej zasadzie:

Zasada 6: Ty decydujesz CO, KIEDY i JAK maluszek je, on decyduje ILE zje!

Drogie mamusie, jeśli dziwi Was fakt braku mięska i produktów mlecznych w proponowanej przeze mnie diecie maluszka do 12 miesiąca życia, zachęcam do przeczytania kolejnego tekstu: „Czego unikać w diecie malucha”, w którym wyjaśniam dlaczego te i inne produkty nie stanowią najlepszego posiłku dla najmłodszych niemowląt.

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa