Rozszerzanie diety maluszka – zdrowo i naturalnie

Jeśli Twoja pociecha zbliża się do ukończenia pierwszego „półroczku” oznacza to, że niedługo rozpoczniesz powolny i niezwykle istotny w rozwoju dziecka proces zapoznawania go z różnorodnymi smakami, jakie niesie nam w darze matka natura. Celowo podkreślam „naturalny” aspekt rozszerzania diety, gdyż podpisuję się obiema rękami pod sposobem żywienia niemowląt opartym na naturalnym, możliwie najmniej przetworzonym pożywieniu. Powstrzymam się więc od opisywania ogólnie dostępnych schematów rozszerzania diety niemowląt na rzecz wytycznych, opartych na zasadach zdrowego żywienia.

Rodzaj pierwszego pokarmu stałego zależy w dużej mierze od aktualnej pory roku. W porze ciepłej przygodę z jedzeniem inicjują warzywa, podczas gdy w porze chłodnej, gdy deficyt świeżych warzyw jest wszechobecny, główną rolę grają zboża. W porze gorącej zaczynamy więc od podania wywaru z jarzyn, które następnie przecieramy i podajemy w postaci rzadkiej zupy. Z czasem zwiększamy gęstość zupki zmniejszając ilość wody i dodajemy zmielone nasiona roślin oleistych lub kilka kropel oleju tłoczonego na zimno, np. lnianego czy rzepakowego. Warzywa do przygotowania wywaru możesz wprowadzać w dowolnej kolejności, spośród np.: dynia, ziemniaczek, marchew, słodka kapusta biała, brukiew, jarmuż, brokuły, kalafior, cukinia, pietruszka, żółta rzepa, pasternak, por, biała rzepa, rzodkiewka, cebula.

Miesiące zimne z kolei to czas, kiedy w rozszerzaniu diety główną rolę grają zboża. Zaczynamy wówczas od mleka ze zbóż (np. kaszy kukurydzianej, orkiszu, kaszy jaglanej, pełnego ryżu, owsa, gryki). Po 2-3 tygodniach od wprowadzenia mleka wzbogacamy je poprzez dodanie odrobiny umytych, obranych i świeżo zmielonych migdałów, które dosypujemy tuż przed zdjęciem zbóż z ognia. Z czasem migdały zaczynamy wymieniać z podobnie przygotowanymi: sezamem, pestkami dyni, słonecznika czy lnu. Mleko możemy zagęszczać domowym kleikiem, a po około 2 miesiącach próbujemy podawać pełne, roztarte do postaci kremu ziarna. Kolejny krok to całe kasze.

Zasada 1: W lecie zaczynaj od warzyw, w zimie od zbóż.

Idealnym byłoby stopniowe dochodzenie do 5 posiłków dziennie, przykładowo: 2x mleko mamy (lub modyfikowane), 2x mleko zbożowe, 1x zupka z warzyw. Staramy się utrzymać tę liczbę posiłków, zmieniając oczywiście z czasem ich gęstość i skład.

Uwaga! Dajmy dziecku zgłodnieć między posiłkami! Nie uczmy go podjadania biszkopcików, paluszków, chrupek i innych produktów przeznaczonych rzekomo dla dzieci, które zapychają brzuszek maluszka nic nie wartą, a najczęściej wręcz szkodliwą papką, ograniczając jego chęć spożycia głównego posiłku, zwiększając za to skłonność do otyłości i innych chorób populacyjnych oraz kształtując niekorzystne nawyki żywieniowe. Jeśli maluch domaga się małego co nieco między posiłkami, podajmy mu warzywo lub owoc, skórkę od chlebka (jeśli pieczemy samodzielnie) lub suszone owoce, oczywiście niesiarkowane (suszone na słońcu).

Zasada 2: Starajmy się trzymać pięciu posiłków dziennie.

Bez niezdrowego podjadania.

Już w 7 miesiącu możemy zaciągać zupkę żółtkiem. Nigdy nie serwujmy żółtka w postaci surowej czy niedogotowanej, ze względu na zagrożenie zatrucia salmonellą.

Po skończeniu 8 miesiąca możemy zacząć eksperymentować ze niezwykle cennymi roślinami strączkowymi. Do posiłków dodajemy wcześniej namoczone, rozgotowane i przetarte fasolkę azuki lub soczewicę, zaczynając od bardzo niewielkiej ilości, do trzech razy w tygodniu (w te dni, kiedy nie podajemy żółtka).

Przyzwyczajanie malucha do większych kawałków zaczynamy od 9 miesiąca – zmiksowane papki zastępujemy zupkami z warzywami gniecionymi widelcem. Podajemy całe kasze, wprowadzamy makrony z pełnego przemiału, np. z duszonymi warzywami.

Po 10 miesiącu natomiast nadchodzi czas na nowy, wyrazisty smak kiszonek. Zupki wzbogacamy sokiem z kiszonej kapusty, ogórków, buraków, żurkiem naturalnym itp., zwłaszcza w zimie. Są one bowiem nieocenionym źródłem składników mineralnych, witamin z grupy B (stymulują wytwarzanie wit. B12!), wit. C i B-karotenu, działają jak naturalny probiotyk. Jest to też czas na wprowadzanie świeżej ryby – gotowanej lub duszonej. Stawiajmy na ryby tłuste ze względu na zawartość kwasów z rodziny omega-3, niezbędnych do rozwoju m.in. układu nerwowego dziecka.

W 11 miesiącu można pomalutku wprowadzić dobrze ugotowaną i przetartą fasolę białą (wcześniej namoczoną i trzy razy odlaną w trakcie gotowania).

Po 12 miesiącu maleństwo może spożywać praktycznie to wszystko, co je cała rodzina, jeśli odżywiacie się zdrowo (oczywiście z wyjątkiem soli i cukru!). Można wprowadzić kolejne produkty pochodzenia zwierzęcego (choć z mlekiem w czystej postaci powstrzymałabym się do drugiego roku życia lub całkiem z niego zrezygnowała), fermentowane napoje mleczne bez cukru czy chude mięso z naturalnego chowu. Produkty z mąki pszennej starajmy się stosować wymiennie z orkiszowymi, żytnimi, kukurydzianymi, owsianymi, amarantusowymi itp.

Zasada 3: Zapewniaj dziecku urozmaicone, zdrowe pożywienie
z warzyw, zbóż, roślin oleistych i strączkowych oraz ryb. Oczywiście wszystko w swoim czasie.

Jeśli mamy dostęp do naturalnie uprawianych owoców to można je podawać w drugim półroczu życia, ale zgodnie z porą roku: jabłka, maliny, jeżyny, jagody, czereśnie. Bardzo ostrożnie postępujmy z surowymi owocami – można zacząć od kilku kropel soku i obserwować reakcję. Ewentualnie polecam „podgotować” przez krótką chwilkę na parze. Jeśli nie mamy dostępu do naturalnie uprawianych owoców to poczekajmy z ich podaniem do ukończenia pierwszego roku.

Powstrzymajmy się od podawania soków, surowych warzyw czy owoców po karmieniu mlekiem oraz po posiłku gotowanym. Ulegną one bowiem fermentacji w żołądku powodując „brzuszkowe dolegliwości”. Podawajmy je zatem między posiłkami – ok. 30 minut przed lub 2 godziny po posiłku gotowanym/ karmieniu piersią. Wyjątek stanowią warzywa ostre w smaku jak np. rzepa oraz kiełki i zieleniny, które stymulują wydzielanie soków trawiennych oraz ewentualnie owoce, które nie ulegają fermentacji jak truskawki, jagody, porzeczki czy maliny.

Zasada 4: Nie podawaj surowych owoców, warzyw ani soków bezpośrednio przed lub po posiłku gotowanym/ karmieniu piersią.

Jeszcze jedna ważna kwestia dotycząca owoców… Chętnie zaczynamy rozszerzać dietę maluchów od gruszek Williamsa, banana, jabłuszka czy innego słodkiego owocu. Dziecko bowiem, mając wrodzoną skłonność do smaku słodkiego, stosunkowo szybko akceptuje nowy smak, ku uciesze mamy i taty. Niestety jest to dość ryzykowne działanie, ponieważ większość dzieci w takiej sytuacji będzie miała trudność z polubieniem warzyw, których smak jest zdecydowanie mniej wyrazisty, a już na pewno mniej słodki. Biorąc zatem pod uwagę, że warzywa w diecie dziecka grają o niebo ważniejszą rolę od owoców, sugeruję nie podejmować tego ryzyka i zrezygnować ze słodkich owoców aż do czasu pełnej akceptacji posiłków warzywnych.

Zasada 5: Nie serwuj dziecku słodkich owoców jako pierwszego nowego smaku.

W miarę możliwości starajmy się jeść o stałych porach dnia, nie oglądając przy tym telewizji, bajek czy innych „rozpraszaczy”. Maluch powinien jeść świadomie! On doskonale wie ile może zjeść i jeśli nie zakłócisz jego naturalnego poczucia sytości, będzie to procentować przez całe jego życie! Pamiętaj zatem o złotej zasadzie:

Zasada 6: Ty decydujesz CO, KIEDY i JAK maluszek je, on decyduje ILE zje!

Drogie mamusie, jeśli dziwi Was fakt braku mięska i produktów mlecznych w proponowanej przeze mnie diecie maluszka do 12 miesiąca życia, zachęcam do przeczytania kolejnego tekstu: „Czego unikać w diecie malucha”, w którym wyjaśniam dlaczego te i inne produkty nie stanowią najlepszego posiłku dla najmłodszych niemowląt.

Dlaczego nie należy zbyt wcześnie rozszerzać diety maluszka

Bardzo często słyszę z ust mam, że zaczynają eksperymentować z rozszerzaniem diety wcześniej bo „nie mogą się już doczekać” albo „bardzo je kusi” lub z innych tylko mamom właściwych względów 😉 Niemniej, zalecenie rozszerzania diety niemowlętom po skończeniu szóstego miesiąca życia (lub czwartego w przypadku karmionych mlekiem modyfikowanym) nie zostało wymyślone bez kozery…

Ukończenie przez malucha szóstego miesiąca życia to moment, kiedy w organizmie dziecka POMAŁU zaczyna wyczerpywać się zapas żelaza zgromadzony w okresie ciąży. Podobnie sprawa ma się z cynkiem, w mniejszym stopniu z innymi składnikami mineralnymi. Co więcej, samo mleko POWOLI przestaje zaspokajać potrzeby energetyczne szybko rozwijającego się organizmu. Trzeba jednak podkreślić, że te zmiany zachodzą dopiero po skończeniu przez malucha szóstego miesiąca życia! Wcześniej mleko mamy doskonale i w pełni zaspokaja potrzeby dziecka, a wprowadzanie do jego diety posiłków uzupełniających staje się dla niego szkodliwe. Dlaczego?

Układ pokarmowy maleństwa jest jeszcze mocno niedojrzały – błona śluzowa przewodu pokarmowego za słabo rozwinięta, występuje zjawisko przepuszczalności jelita, ciągle jeszcze upośledzona jest zdolność wytwarzania enzymów trawiennych oraz przeciwciał walczących z patogenami. To wszystko powoduje, podawanie posiłków uzupełniających zbyt wcześnie naraża malucha na nietolerancje i alergie pokarmowe, bóle brzuszka, kolkę jelitową, wymioty, refluks żołądkowo-przełykowy, zaparcia, biegunki, zakażenia bakteryjne wywołane pożywieniem. Paradoksalnie może również negatywnie wpłynąć na poziom żelaza, cynku i innych składników odżywczych, jako że obniża spożycie idealnego w swym składzie mleka mamy na rzecz niekoniecznie właściwie skomponowanej i zoptymalizowanej diety uzupełniającej. Za dużo białka, cukru, niewłaściwe proporcje kwasów tłuszczowych.. to tylko niektóre mankamenty niezracjonalizowanych posiłków niemowlaka, na które organizm przed szóstym miesiącem życia jest szczególnie wrażliwy, a które w przypadku karmienia mlekiem kobiecym nie występują. Dodatkowo mleko mamy, w przeciwieństwie do produktów uzupełniających, posiada w swym składzie enzymy trawienne, których niedobór wykazuje układ pokarmowy niemowlęcia zwłaszcza przed szóstym miesiącem życia.

Co więcej, maluchy przed ukończeniem szóstego miesiąca życia rzadko utrzymują stabilną pozycję siedzącą, co w połączeniu z niedojrzałością dolnego zwieracza przełyku nasila objawy refluksu żołądkowo-przełykowego oraz powoduje wymioty. Często zatem niegotowy jeszcze maluch zwraca wszystko co trafiło do jego buzi.

Wszystkie powyższe względy decydują o tym jak ważne jest odczekanie do skończenia przez maleństwo szóstego miesiąca życia (lub czwartego przy mm), bez dokarmiania i dopajania. Tę „złotą zasadę” mogą łamać jedynie indywidualne względy medyczne, nie zaś nasze „mamowe” pokusy 😉

Dlaczego mleko krowie nie jest najlepszym pożywieniem dla niemowląt

Mleko – wydzielina gruczołu mlekowego samic ssaków, pojawiająca się w okresie laktacji.

 

Spośród około 4,5 tysiąca ssaków na naszej planecie tylko jeden – człowiek, pije mleko po odstawieniu od piersi matki. Tylko nasz gatunek wykorzystuje mleko innych samic do odżywiania siebie i swoich dzieci. Czyżbyśmy szczęśliwie wykorzystali przeoczenie natury? A może czyniąc wbrew jej celowemu działaniu robimy spory błąd, którego konsekwencje ponosimy my i nasze dzieci?

Dzisiaj rozwodzę się nad podawaniem niemowlętom mleka krowiego i jego porównaniem z mlekiem mamy.

 

Zacznijmy od skonfrontowania składu mleka krowiego i mleka kobiecego:

  1. Białko – zawartość w mleku krowim ok. 3,5 – 4g, w mleku ludzkim ok. 1,2g. Wydawać by się mogło, że to pierwsze jest pod tym względem doskonalsze – zawiera trzy razy więcej białka! Nic bardziej mylnego. Mleko krowie służy odżywieniu cielaka, ten natomiast potrzebuje ogromnej ilości białka do budowy masy mięśniowej i kości. Priorytet w rozwoju cieląt ma bowiem aspekt fizyczny, nie umysłowy. Zauważcie drogie mamusie, że cielątko po kilku godzinach od urodzenia jest w stanie mocno stać na nogach, a nawet przemieszczać się. Niemowlę osiągnie ten etap dopiero po około 12 miesiącach życia! Po 6 tygodniach cielak podwaja swoją wagę, co u niemowlęcia następuje po mniej więcej trzech miesiącach życia. Te znaczące różnice wynikają z odmiennych priorytetów w rozwoju cieląt i niemowląt. Dla tych pierwszych największą rolę odgrywa rozwój fizyczny, umysłowy schodzi na dalszy plan, podczas gdy u ludzkich dzieci jest dokładnie odwrotnie. Mleko mamy ma zatem na celu dostarczyć niemowlęciu składników wspierających rozwój mózgu i centralnego układu nerwowego. Dlatego zamiast materiału budulcowego w postaci białka, obfituje ono w Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe (NNKT), których jest tutaj 10 (a nawet do kilkunastu) razy więcej niż w mleku krowim! A to właśnie one w dużym stopniu są odpowiedzialne za rozwój umysłowy niemowląt!

Warto również wspomnieć, że zapotrzebowanie na białko u niemowląt zmniejsza się z miesiąca na miesiąc. Do tego zmiennego zapotrzebowania dostosowuje się mleko kobiece, mleko krowie niestety nie.

 

Jaka będzie zatem różnica pomiędzy niemowlęciem karmionym mlekiem mamy, a mlekiem krowim? To drugie będzie większe, jego ciało będzie duże i rozlane (paradoksalnie prawdziwe jest przesłanie „pij mleko- będziesz wielki”). Niestety szybkiemu przybieraniu na wadze (ku radości nieświadomych rodziców) nie będzie towarzyszyć odpowiedni postęp w rozwoju umysłowym. Innymi słowy – rozwój fizyczny takiego dzieciątka wyprzedzi rozwój intelektualny L

 

P.S. Jeżeli mama, która nie karmi piersią oraz nie podaje mleka krowiego martwi się ewentualnym niedoborem białka (i wapnia), to pragnę uspokoić, że istnieje cały wachlarz możliwości uzupełnienia tych substancji odżywczych w diecie maluszka. Przykładowo – produkty zbożowe zawierają aż 7-14% białka, a nasiona strączkowe nawet 21-25%! Oczywiście pojawia się w tym kontekście kwestia przyswajalności, czy inaczej wartości odżywczej białka z wyżej wymienionych produktów. Literatura podaje, że białka pochodzenia zwierzęcego – mleka, mięsa i jaj, posiadają wartość odżywczą w granicach 70-85%, natomiast przyswajalność ich z produktów roślinnych waha się w granicach 50-65%. Kwestia niższej wartości odżywczej białek roślinnych wynika z niepełnego składu aminokwasów egzogennych w ich strukturze. Wystarczy jednak umiejętnie łączyć produkty, aby osiągnąć efekt uzupełniania się aminokwasów i uzyskać białko o wartości nawet wyższej, aniżeli te pochodzące z produktów pochodzenia zwierzęcego!

 

P.S.2 W kontekście białka pragnę odnieść się do stale powtarzanego argumentu niestrudzonych zwolenników mleka krowiego: „a kiedyś wszystkim dzieciom podawało się mleko i było dobrze”. Rzeczywiście, nie można się z tym nie zgodzić. Niemniej mowa tutaj o czasach, kiedy przemysł mleczarski różnił się znacząco od dzisiejszego. Między innymi w wyniku dzisiejszej technologii przetwarzania w mleku pojawił się rodzaj kazeiny (białko mleka), który powoduje powstanie substancji, mających katastrofalny wpływ na układ nerwowy i odpornościowy!   Jest jeszcze sporo innych argumentów uzasadniających dlaczego kiedyś mleko było zdrowym pokarmem, dziś natomiast już nim nie jest. Dla przykładu – kiedyś nie piło się mleka w zimie ponieważ wtedy krowa była cielna i nie dawała mleka. Była to zbawienna sytuacja jako że mleko ma działanie ochładzające i nawilżające dla ludzkiego organizmu, dlatego podawane w zimie, kiedy organizm jest wychłodzony, staje się pokarmem trudno przyswajalnym, powoduje zaśluzowanie organizmu, upośledzając tym samym zdolność wchłaniania innych substancji odżywczych. Co więcej, aby uzyskać więcej mleka oraz zabezpieczyć krowy przed chorobami podaje się im ogromne ilości leków, antybiotyków hormonów, które my i nasze maluszki wypijamy razem z krowim mlekiem. Dodatkowo, razem z mlekiem krów hodowanych przemysłowo serwujemy sobie ogromną ilość pestycydów, które, zjadane przez krowy, kumulują się właśnie w ich mleku i mięsie (mleko współczesnych zwierząt zawiera nawet 400% więcej pestycydów niż równoważna próbka zbóż czy warzyw!). Kolejny argument – kiedyś człowiek żył obok krowy i mleko bezpośrednio od niej spożywał. Dziś, zanim mleko dotrze do naszej lodówki, przechodzi mnóstwo procesów modyfikujących jego skład i właściwości, ale to ogromny temat zasługujący na osobny artykuł, dlatego pozostawię go bez dalszych dywagacji.

 

  1. Tłuszcze – mleko krowie – 3,5g, mleko ludzkie – ok. 4g. Znów konsternacja – czy bardziej tłuste mleko oznacza mleko zdrowsze? To oczywiście zależy od rodzaju tłuszczu, ale w przypadku dwóch porównywanych rodzajów mleka, rzeczywiście jest to prawdą. Mleko krowie i jego przetwory (zwłaszcza sery, śmietany i śmietanki, mleka zagęszczone i w proszku, kremy deserowe i budynie) charakteryzują się dużą zawartością tłuszczu mlecznego, w którym przeważają nasycone kwasy tłuszczowe, cholesterol i izomery trans, których negatywnego oddziaływania na zdrowie nie muszę komentować. Z kolei mleko kobiece, o czym wspomniałam już wcześniej, zawiera nawet do kilkunastu razy więcej niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych NNKT, w tym krytycznych dla rozwoju centralnego układu nerwowego niemowląt kwasów linolenowego i gamma- linolenowego. Dodatkowo NNKT są maleństwu niezbędne do prawidłowego przebiegu przemiany materii, gospodarki hormonalnej oraz ochrony przed alergiami. Warunkują sprawne działanie układu naczyniowego, nerwowego i odpornościowego. Ich zawartość w mleku krowim jest znikoma.

 

  1. Węglowodany – mleko krowie 4,9g, mleko ludzkie – 9g. Należy tutaj ponownie przywołać kwestię mózgu – węglowodany warunkują jego rozwój i sprawne funkcjonowanie. Jedynym węglowodanem mleka jest tzw. cukier mlekowy, czyli laktoza. Oprócz niekwestionowanej roli w rozwoju umysłowym laktoza sprzyja lepszemu wchłanianiu wapnia oraz mnożeniu „dobrych” bakterii jelitowych, przeciwdziałających rozwojowi chorobotwórczych mikroorganizmów. Powyższe zalety dotyczą tylko laktozy mleka kobiecego (tzw. beta-laktozy) i nie są udziałem laktozy mleka krowiego (tzw. alfa-laktozy). Może się tutaj jednak zapalić czerwona lampka – przecież laktoza jest jednym z głównych czynników uczulających niemowlęta! Okazuje się, że nietolerancja lub alergia na laktozę mleka kobiecego występuje nadzwyczaj rzadko, podczas gdy alergia na alfa-laktozę (z mleka krowiego) jest bardzo częstym zjawiskiem.

 

  1. Wapń – mleko krowie 118mg, mleko ludzkie – 33mg. Częstym argumentem mającym potwierdzać zbawienny wpływ mleka krowiego na nasz organizm jest jego wysoka zawartość wapnia. Nie da się podważyć faktu, że jest ona zdecydowanie wyższa w stosunku do mleka kobiecego, a przecież wszyscy wiedzą, że wapń jest niezbędny dla budowy kości i zdrowych zębów, ale… w tym kontekście należy mieć świadomość kilku istotnych kwestii…

Po pierwsze – mleko krowie, oprócz niekwestionowanej, wysokiej zawartości wapnia, charakteryzuje się podobnie wysoką zawartością fosforu (w mleku krowim – 97mg, w mleku ludzkim – 18mg!). Niekorzystny stosunek fosforu do wapnia powoduje zakwaszenie organizmu, a tym samym, paradoksalnie, przyczynia się do rozwoju próchnicy i osteoporozy! Zupełnie inaczej ma się sprawa w przypadku mleka ludzkiego – stosunek wapnia do fosforu (1,83:1) wyklucza powyższe zjawisko. Z tego samego względu lepszym od mleka źródłem wapnia są produkty roślinne, zwłaszcza orzechy, ziarna, warzywa.

Po drugie – pierwiastkiem niezbędnym w procesie wchłaniania wapnia w organizmie jest magnez. Magnez i wapń są bardzo silnie skorelowane – wapń zmniejsza przyswajanie magnezu, a brak magnezu zmniejsza przyswajalność wapnia. Dostarczanie zatem dużej ilości wapnia wraz z obfitującym w ten pierwiastek mlekiem krowim zmniejsza przyswajanie magnezu, a jego niedobór zmniejsza przyswajalność wapnia. Kółko się zamyka.

Po trzecie – w procesie trawienia tłuszczu znajdującego się w mleku krowim powstaje kwas palmitynowy, który powoduje wypłukiwanie wapnia z organizmu. Mleko zatem dostarcza wapń do organizmu, jednocześnie go stamtąd usuwając. W przypadku trawienia tłuszczu mleka kobiecego ten niekorzystny mechanizm nie zachodzi, dzięki czemu maluszek wykorzystuje cały dostarczony wapń (podobnie jak w przypadku produktów roślinnych).

Powyższe zjawiska pokazują dlaczego w krajach charakteryzujących się największym spożyciem mleka krowiego, np. w USA czy państwach skandynawskich, występuję największa zachorowalność na osteoporozę!

A jako podsumowanie rozważań na temat wapnia w mleku krowim i jego rzekomo niezastąpionej roli dla naszych kości i zębów pozwolę sobie zauważyć, że zwierzęta takie jak koń, słoń czy żyrafa mogą się poszczycić znacznie okazalszym układem kostnym aniżeli człowiek, a w ich diecie mleka nie uświadczysz 😉 Pamiętajcie, że w produktach roślinnych jest mnóstwo wapnia!

 

Czy wyłączyć mleko krowie z diety całkowicie i bezpowrotnie?

Niekoniecznie! Mleko może być cennym uzupełnieniem diety, ale tylko wówczas, jeśli spełnione będą warunki:

– dziecko po spożyciu mleka nie wykazuje reakcji alergicznych, nie wytwarza nadmiaru śluzu,

– nie będzie podawane niemowlętom ani młodszym dzieciom (nawet jednorazowe podanie mleka krowiego dzieciom poniżej dwóch lat może je uczulić na całe życie! Może też powodować krwawienie wewnątrzjelitowe prowadzące do anemii dziecięcej),

– będzie podawane okazjonalnie, najlepiej w lecie (badania przeprowadzone w 40 państwach dowodzą, że im więcej mleka [i mięsa] dzieci spożywają, tym większe ryzyko zachorowania na cukrzycę typu 2),

– będzie posiadać wysoką zawartość tłuszczu (chude mleko uniemożliwia przyswojenie witamin A i D, nie zawiera również tłuszczu i enzymów warunkujących prawidłowe wchłanianie wapnia),

– zostanie doprowadzone do krótkiego wrzenia i od razu szybko schłodzone (zagotowane – aby uwolnić od szkodliwych mikroorganizmów oraz rozerwać łańcuchy białek, a tym samym zwiększyć jego przyswajalność, schłodzone – aby zachować maksymalną ilość składników odżywczych),

– będzie gotowane z dodatkiem ziół ogrzewających (jak np. imbir, kardamon, gałka muszkatołowa) lub cebuli, co zwiększa przyswajalność mleka i ogranicza wytwarzanie śluzu,

– będzie maksymalnie świeże, a już na pewno nie homogenizowane (idealne byłoby świeżo wydojone od dobrze traktowanych krów),

– najlepiej jeśli pochodziłoby od zwierząt hodowanych bez leków i hormonów, odżywianych nieopryskanymi paszami.

Pozwólcie, że moje wywody podsumuję dwoma, dającymi do myślenia cytatami:

 

„Nabiał w żadnym wypadku nie jest cudownym pożywieniem. Wręcz przeciwnie, przyczynia się do rozwoju wielu chorób, co mnie przeraża – zwłaszcza gdy widzę, ilu młodych rodziców karmi dzieci modyfikowanym mlekiem”

Heather Mills McCartney, ambasador dobrej woli ONZ

 

„Mleko krowie jest dobre dla młodych cieląt, co jednak nie znaczy, że jest dobre dla ludzkich dzieci czy też dorosłych! Jeśli chcesz poprawić stan zdrowia poprzez jedna tylko zmianę w diecie, polecam wykluczyć z niej nabiał”

 

Profesor Jane Plant, autorka „Twoje życie w twoich rękach. Zrozumienie, zapobieganie i pokonanie raka piersi”

 

 

Jeśli pojawiły się w waszych głowach wątpliwości i pytania – nie martwcie się, jest mnóstwo możliwości zastąpienia krowiego mleka w diecie maluszka. Będę o tym pisać w kolejnym artykule już niebawem. Zapraszam!

 

Wróżka dla Brzuszka Twojego Maluszka

Produkty spożywcze bogate w żelazo

Mamy często pytają mnie skąd czerpać żelazo, czy to będąc w ciąży, czy też wychowując małego wegetarianina 🙂 Proponuję zatem zapoznać się z poniższą listą.

Produkty spożywcze bogate w żelazo (na 100g):

  • produkty zbożowe:

–        płatki zbożowe – 2mg

–        pieczywo ciemne – 2,5mg

–        pieczywo graham – 2,3 mg

–        chleb żytni pełnoziarnisty – 3,3mg

  • suche owoce:

–        suszone śliwki – 2,9 mg

–        suszone figi – 3mg

–        rodzynki – 2,2 mg

  • Mięso:

–        polędwica wołowa – 3,1 mg

–        zając – 3,8 mg

–        salami – 2,7 mg

  • Podroby:

–        wątróbka – 8 mg

–        kaszanka – 6,4 mg

  • ryby i owoce morza:

–        małże – 24 mg

–        sardynki – 3,2 mg

–        łosoś – 3,8 mg

  • warzywa:

–        buraki – 3 mg

–        szpinak – 4 mg

–        pietruszka (korzeń) – 3,5 mg

  • Inne:

–        kakao – 10,7 mg

–        czekolada – 2,2 mg

–        migdały – 4,2 mg

–        pistacje – 7,3 mg

–        orzeszki ziemne – 2 mg

 

Uwaga: Wchłanianie żelaza ułatwiają produkty bogate w witaminę C, soki owocowe i mięso. Utrudniają natomiast: kawa, herbata, napoje typu cola, mleko i produkty bogate w błonnik.

Żywienie a choroby

Gdybym zapytała ilu z Was jest chorych lub zna osoby chore np. na cukrzycę, miażdżycę, otyłość, nowotwór czy nadciśnienie,  zgłosiliby się prawie wszyscy.  Na samą cukrzycę cierpi już ponad 40% ludzi na świecie!
Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że są to choroby dietozależne, czyli takie, których wystąpienie, a później ewentualne leczenie zależy  od sposobu odżywiania się. Nie wszyscy są też świadomi faktu, że żywienie mamy w okresie ciąży, a później maluszka w pierwszych latach życia (zwłaszcza w pierwszym roku życia) ma istotny wpływ na wystąpienie chorób dietozależnych w późniejszym okresie. Istnieje bowiem zjawisko „programowania żywieniowego”, czyli właśnie programowania organizmu dziecka w sposób nieodwracalny, co będzie warunkować jego stan zdrowia przez całe życie! Podsumowując – niewłaściwe odżywianie w okresie niemowlęcym prowadzi do trwałych zmian w procesach metabolicznych. Mając tę świadomość nie sposób zignorować potrzeby właściwego żywienia maluszków, żeby zminimalizować ryzyko wystąpienia u nich chorób dietozależnych.
A tak dla uzupełnienia informacji, do chorób dieto zależnych należą m.in.:
– choroby układu krążenia, takie jak miażdżyca, nadciśnienie tętnicze, zawał serca, choroba niedokrwienna serca,
– choroby układu nerwowego, jak np. udar mózgu, choroba Parkinsona, Alzheimera, depresja,
– nowotwory, np. jelita grubego, żołądka piersi, prostaty, gardła, języka, trzustki, wątroby, endometrium, przełyku,
– choroby metaboliczne, takie jak otyłość, cukrzyca, zespół metaboliczny, osteoporoza,
– próchnica zębów,
– kamica pęcherzyka żółciowego,
– choroby o podłożu zapalnym jak np. reumatoidalne zapalenie stawów,
– niedokrwistości niedoborowe,
– choroby nerek czy wątroby.
Jest to tylko lista medycznych nazw chorób, które być może nie do końca do nas przemawiają. Weźmy zatem choćby cukrzycę i zastanówmy się jakie żniwo zbiera, aby lepiej zrozumieć wagę problemu:
„Cukrzyca jest jedną z głównych przyczyn:
•    utraty wzroku i schyłkowej choroby nerek u osób w wieku produkcyjnym.
•    amputacji kończyn dolnych,
•    niedokrwiennej choroby serca i udaru mózgu (2–4-krotnie zwiększa prawdopodobieństwo ich wystąpienia)
•    zagraża rozwojowi płodu i powoduje obumarcie płodów
•    hamuje rozwój osób młodych,
•    ogranicza produktywność dorosłych
•    niszczy spokój osób w wieku podeszłym” (*).

Czy nie chcielibyście, moi kochani, ustrzec swoich maluszków przed tymi okropnościami, które wypisałam powyżej? Ale.. skoro zaglądacie na tę stronę to znaczy, że doskonale wiecie o czym mówię;)

Pozdrawiam,
Wróżka dla Brzuszka Twojego Maluszka

(*) – Narodowy program przeciwdziałania chorobom cywilizacyjnym, moduł ii program prewencji i leczenia cukrzycy w Polsce na lata 2010-2011, www.mz.gov.pl, pobrane dnia 16.10.2013